“Wina różowe zrobily się nieprzyzwoicie modne” przeczytalam opinię wzburzonego “winnego krytyka”.

“Nareszcie!” chciałoby się odkrzyknąć. Zasługują na znacznie więcej uwagi. Od paru dobrych lat ich popularność, a wraz z nią i sprzedaż rośnie w postępie logarytmicznym, a większość krytyków zupełnie ignoruje ich istnienie, bądź ledwo je toleruje, jako tych “gorszej kategorii”, albo “niepoważnych”.

Różowe wina znacznie zyskały na jakości w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Spowodowało to zmianę przyzwyczajeń związanych z ich podawaniem. Już nie są przeznaczone wyłącznie na lato, pija się je praktycznie cały rok. Gama dostępnych rodzajów “różowego” jest tak szeroka, że na każdą okazję można coś wybrać. Poza tym nawet niedoświadczony miłośnik win może w miarę bezpiecznie dobrać wino do potrawy, bo wiekszość różowych win świetnie współgra zarówno z pizzą, czy spaghetti, jak z tempurą z krewetek, sałatką z tuńczykiem, indykiem czy cielęciną. Nawet z kotletem czy z kawiorem gryzło się nie będzie, choć oczywiście możnaby wybrać lepiej.

Jest to jedna z przyczyn dla ktorej siegają po nie głównie ludzie młodzi, dla wielu jest to pierwszy kontakt z winem. Często zauroczenie.

Aż trudno uwierzyć jak wiele przesądów dotyczących wina, do dziś obecnych jest w świadomości współczesnych Europejczyków. Niestety im mniej ktoś wie na dany temat, tym bardziej kurczowo trzyma sie utartych sądów i stereotypów. A na dodatek przekonany o swojej wszechwiedzy, często propaguje poglądy oparte na realiach sprzed półwiecza jako jedynie słuszne. Spora ich część dotyczy win różowych...

“Gorsze”. “Mniej wartościowe”. Zarzut opiera się na błędnym, moim zdaniem założeniu, że o jakości wina decyduje jego długowieczność. Ja postawiłabym raczej na finezję, bogactwo i harmonię. Nie widzę nic zdrożnego w zachwycie nad czymś ulotnym. Fakt, rzadko które różowe wino nadaje się do przechowywania dłużej niż dwa lata, a najlepiej byłoby je pić w ciągu roku od powstania, ale czy to wpływa na naszą ocenę wina w kieliszku? No chyba, że ktoś bezkrytycznie wierzy w slogan “wino im starsze tym lepsze” i napełnia swoją piwniczkę nie zwracając zbytnio uwagi na strukturę wina i jego predyspozycje do dojrzewania, po czym czuje się rozczarowany faktem, że dziesięcioletnie bojeaulais nouveau smakuje podle. Z resztą dotyczy to nie tylko naszego kraju, widziałam kiedyś w piwniczce zaprzyjażnionych Francuzów skrzynkę piętnastoletniego różowego Cotes de Provence.Wątpię czy im smakowało

“Banalne”, “Prymitywne”. Osąd oparty na wpomnieniach o winie stołowym sprzedawanym “na litry” w każdym barze południowej Europy,często rzeczywiście obrzydliwym, bądź amerykańskim wynalazku “white zinfandel”, który najczęściej smakuje jak rozpuszczone landrynki. Albo na jakości win różowych sprzed piętnastu lat, kiedy chłodzenie kadzi było rzadkością, a o stosowaniu dwutlenku węgla bądź azotu w winiarni, żeby zapobiegać utlenianiu, nikt nawet nie marzył. Postęp techniczny w produkcji wina najwyraźniej widać właśnie na przykładzie jakości win różowych.

“Zbyt łatwe”. A czy wino musi być trudne? Czy koniecznie człowiek musi mieć głowę napchaną wiedzą na temat “co powinien lubić, a czego lubić nie wypada”? Czy naprawdę miłośnik wina traci wiarygodność znajdując przyjemność w piciu czegoś, co smakuje większości? Nie wydaje mi się.

Wino różowe, to takie białe pomieszane z czerwonym”. Przepisy Unii Europejskiej dopuszczają mieszanie wina białego z czerwonym tylko w przypadku win stołowych i szampanów. Wina regionalne i “z apelacją” (AOC, DOC itp, poza wspomnianą już AOC Champagne), czyli te, przy których wyrobie postawiono na jakość, produkowane są z czarnych winogron techniką natychmiastowego tłoczenia, bądź osączania po krótkiej, kilkugodzinnej maceracji (saigné).

Wino różowe to produkt uboczny produkcji wina czerwonego”. Jeśli już, to raczej odwrotnie. Często się zdarza, że winogrona pozbawione części soku przez saigné, używane są do produkcji czerwonych win. Oczywiście powoduje to zwiększenie ilości barwników i tanin, ale równocześnie i kwasów, tak więc równowaga zostaje zaburzona i w końcowym rozrachunku czerwone wina tracą na jakości.

Kolor łososiowy wskazuje na to, że wino jest już utlenione, za stare” Niekoniecznie. Niektóre odmiany pozwalają na uzyskanie tylko takiego koloru . Zanim przekreślimy wino, spróbujmy je chociaż powąchać. Przekonanie że ten kolor to wada, jest zakorzenione tak głeboko u ludzi zawodowo winem się zajmujących, że żeby wyeliminować ten błąd, prowansalskie Centrum Badań nad Winem Różowym zaczęło używać do organizowanych przez siebie degustacji kieliszków z czarnego, nieprzezroczystego szkła.

Łatwo je zrobić”... To już kompletna bzdura. Wiadomo, że w przypadku i białych i czerwonych, zawsze mozna próbować ratować wino, jeśli coś nie wyjdzie. Różowe nie wybaczają pomyłek. Wszystko rozgrywa się w ciągu 48 godzin od zbiorów. Albo sie uda, albo nie...

Od parametrów jakie wybierzemy na samym początku ( jakość owoców, długość maceracji, dostęp tlenu, dodatek enzymow klarujacych sok, przetrzymywanie schłodzonego soku przed dodaniem drożdży , dobór drozdzy) zależy jaki typ wina uzyskamy. Ale to nie znaczy, ze po pierwszych dwu dobach kłopoty z różowym winem się kończą. Temperatura fermentującego wina nie może być za niska ( bo drożdże zginą zanim fermentacja się skończy, zwłaszcza, że klarowny sok jest dość ubogi w składniki odżywcze), ani zbyt wysoka, (bo wszystkie świeże zapachy owszem, powstaną, ale natychmiast się ulotnią) Trzeba chronić wino przed bakteriami , bo fermentacja jabłkowo mlekowa, to najczęściej ostatnia rzecz jakiej byśmy sobie życzyli ( no, może poza kompletnym utlenieniem), równocześnie nie możemy dodać tyle dwutlenku siarki co do białych czy czerwonych, bo wino się odbarwi i zamiast różowego wyjdzie żółte, a to już nie to samo... i tak dalej, i tak dalej.

Nie będę się rozwodzić nad tym, co myślę o ludziach oskarżających wina różowe o powodowanie bólu głowy, nadkwasoty żołądka i kaca. Nie warto. Już raczej pójdę sobie nalać kieliszek różowego Bandol.

Na zdrowie!

(kurdesz.com 2005)