Nie święci garnki lepią

 

Degustacja wina z niezrozumiałych dla mnie względów owita jest aurą tajemniczości i elitaryzmu. A przecież większość “znawców” i “krytyków” wina , nie ma żadnego wykształcenia w tym kierunku. Ba, nikt nawet nie sprawdzał ich wrażliwości na poszczególne smaki i zapachy. Z drugiej strony jednak, nie można nikogo nauczyć degustacji. Można tylko wyjaśnic podstawy, pokazać jak to wygląda. Reszty delikwent musi nauczyć się sam.

Przede wszystkim należy sobie wyjaśnić, że sama degustacja, nijak się ma do sceny z “Jamesa Bonda”, gdzie bohater poczęstowany winem, odgaduje bezbłędnie nazwę winnicy i rocznik, po pierwszym łyku, wprawiając w podziw otaczających go ludzi. Degustacja to nie rozpoznanie wina, tylko jego ocena. I to niekoniecznie w skali dwudziesto, bądź stupunktowej. Na własny użytek wystarczy stwierdzić czy to wino mi smakuje, czy nie i dlaczego. Mam ochotę kupić je jeszcze raz, czy raczej postaram się je zapamiętać, żeby przypadkiem drugi raz na to samo się nie naciąć?

Kto nadaje się na degustatora? (Wiem, wiem, “degustator” brzmi okropnie, ale szczerze mówiac slowa “kiper” nie znoszę jeszcze bardziej.) Prawie każdy, bo odsetek ludzi dziedzicznie niezdolnych do percepcji pewnych kolorów,smaków i zapachów jest bardzo, bardzo niski. Jeśli więc nie odróżniasz brązu od różu, nie rozróżniasz zapachów swieżego masla i orzechow laskowych, nie czujesz zupełnie piżma lub zapachu myszy, albo jesteś w stanie wcinać czuszkę na zakąskę i nie czujesz goryczy w toniku, to prawdopodobnie nie powinieneś wybierać zawodu, w którym degustacja jest konieczna. Tym niemniej, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spróbowac degustacji dla wlasnej przyjemności i satysfakcji.

Różnice wrażliwości na konkretne smaki bądź zapachy są oczywiście znaczne, ale dotyczą one również ludzi zasiadających w jury konkursów winiarskich i zawodowych winiarzy. Jakoś nikt z tego powodu nie rozpacza. Żeby degustacja była obiektywna, zaprasza się jak najwięcej osób na raz i korzystając z krzywej Gaussa, odrzuca skrajne – najwyższe i najniższe oceny. Jesli chcesz więc obiektywną ocenę swojego wina – zaproś na degustację przyjaciół ( przyjmuje się że komisja degustacyjna powinna liczyć co najmniej 5 osób). Z drugiej jednak strony, tobie osobiście wcale nie musi smakować to samo co innym, nie czuj się więc w obowiązku zgadzać z “doświadczonym” kolegą. Nawet jeśli tenże czuje w winie landrynki, a ty aceton, to moze się okazać, że ktoś trzeci upiera się przy bananach. A na dodatek wszyscy mają rację, bo octan izoamylu wlaśnie tak pachnie. W zaleznosci od stężenia czujemy co innego, a że wrażiwość każdego jest inna...

Na początku najtrudniejsze jest rozpoznanie smaku czy zapachu i umiejętność nazwania ich. Pamiętam, że właśnie to było dla mnie prawdziwą zmorą : “tak, tak, znam ten zapach, tylko co to do licha jest?”

Ludzie przywiązujący wagę do jedzenia i gotujący mają ułatwione zadanie- na codzień mają kontakt z całą masą przypraw, jarzyn i owoców. Bardzo istotne jest stworzenie sobie “banku zapachów” w mózgu, a właściwie nie tyle stworzenie, co uporządkowanie, bo wiekszość tych danych już tam jest, tylko dopasować do nich nazwę niełatwo. Treningiem dla osoby chcącej podnieść swoje “kwalifikacje degustacyjne” są jak najczęstsze próby rozpoznawania zapachów w otoczeniu. Nie ważne czy to kuchnia, spacer w parku, czy zakupy. Na początku sprawia to trochę trudności, ale później robimy to podświadomie.

Opisanie smaku, do łatwych też nie należy, spróbujmy opisać smak chleba... Opisać wygląd jednak znacznie łatwiej, prawda? Nie ma sie co załamywac, tego wszystkiego można się nauczyć.